poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 7


"To że milczę to nie znaczy że wszystko jest w porządku"

Wstałam jakoś o 4:40. Byłam przerażona po wczorajszym dniu.
Poprosiłam ciocię żeby nic nie mówiła mamie... A zresztą i tak by się nie przejeła.
O nie!... Dzisiaj rozwód rodziców a ja nie wiem z kim mieszkać...
Co ze mną będzie? Nic już nie wiem.
Wstałam z łóżka i poszłam na komputer. Bardzo dawno nie było mnie na Facebooku.
Było ponad 20 powiadomień i 4 wiadomości od znajomych.
Nagle ktoś nieznajomy napisał do mnie wiadomość "Cześć "
Hmm... nie znam gościa a Mark nie ma fejsa.
-"Kto ty? "-odpowiedziałam na tę wiadomość . Ten ktoś długo milczał w końcu napisał
"Patrick,pamiętasz mnie ? "
Ah to ten Patrick za szkoły.
Pisaliśmy ze sobą jakieś 3 godziny. Jest świetny. Bardzo fajnie się z nim pisze, nawet umówiliśmy się na lody popołudniu.
Później zeszłam na dół,zjadłam śniadanie.
Gdy Nagle ktoś zapukał do drzwi.
Wstałam by otworzyć.
To był Mark… z bombonierką i kwiatami.
- O Mark.. co ty tu robisz?-Spytałam uśmiechając się-Może wejdziesz?
-A ja tylko na chwilkę... To dla ciebie, i chciałem się spytać czy nie poszłabyś dzisiaj na imprezkę do mojego kolegi?
-Hmm... o której?-spytałam
-Gdzieś tak o 18:30,podjadę po ciebie .
Chwile zastanowiłam się czy pójść... Dzisiaj rozwód rodziców i spotkanie z Patrickiem... Czy wyrobię się na 18:30?
-Nie wiem Mark... zadzwonię do ciebie . -Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Mark odwzajemnił uśmiech i wyszedł z mieszkania mówiąc "Cześć,mam nadzieje że do zobaczenia "
 ____________________________________________________________
Krótki,no i nie jestem z niego zadowolona,kolejny będzie ciekawszy. Mam nadzieje że wam się choć trochę podobał.
Kolejny rozdział napiszę jak będzie 5 komentarzy
I bardzo was przepraszam że tak długo nie pisałam,no ale nauka.
Pozdrawiam
     



piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 6

Właśnie siedzę na dywaniku u dyrektora...
Coś czuję że będą duuże kłopoty.
OOO właśnie wchodzi dyrektor z Marthą.
Martha miała na głowie bandaż a na nosie plaster. Nie żałuje że jej to zrobiłam,zasłużyła sobie
Rozmowa trwała jakąś godzinę i jak zwykle nikt mi nie uwierzył..
No niby jak mieli mi uwierzyć skoro to zawsze ja jestem winna.
Zostałam zawieszona w prawach ucznia a dzisiaj jeszcze muszę siedzieć na karnych lekcjach do godziny 17.
Super...
Poszłam na te lekcje i poznałam Patricka,chłopca który wpadł na mnie i zrzucił mi książki.
-Za co siedzisz?-Spytałam
Patrick milczał przez minutę a potem się odezwał:
-Za nic.
Jak można siedzieć za nic? Ja siedzę za "pobicie" Marthy a on za nic...
To w ogóle bym nie przyszła..
Dziwny jest, ciągle milczy i obgryza paznokcie, jest smutny.

Nie wiem czemu ale zrobiło mi się go żal.
Wstałam z krzesła i usiadłam obok niego. Spojżał na mnie,a po chwili się odwrócił.
-wszystko w porządku? -spytałam
-Tak jest ok -powiedział i spojżał do książek.
Dziwny...
Po skończonych lekcjach poszłam do cioci na Brooklin.
Wchodząc po schodach wpadłam na Marka... No tak on tu mieszka
- Samantha..Hej ;) dawno się nie widzieliśmy-Powiedział i uśmiechnął się- co tu robisz?
-Hej ;) a właśnie idę do cioci ... Co u ciebie?-Odpowiedziałam i odwazjemniłam uśmiech.
-U mnie w porządku. Może chciałabyś się gdzieś przejść potem? Zadzwonię do ciebie.
Okej ale teraz muszę lecieć. Do zobaczenia-Powiedziałam, uśmiechnełam się i poszłam do cioci Clare.
Gdy już byłam w mieszkaniu cioci, siedziałam na kanapie,bardzo miękkiej, a wogóle to mieszkanie było bardzo modnie ustrojone

-Chcesz coś do picia? -Spytała mnie ciocia-Soczek, herbatę?
-Jeśli nie sprawi ci to problemów to chciałabym poprosić o wodę.-Odpowiedziałam.
Chwilę później ciocia przyniosła mi wodę i usiadła obok mnie.
-Ciociu,ja naprawdę chciałabym u ciebie zamieszkać.-Powiedzałam po chwili ciszy.
Ciocia niestety nie mogła odpowiedzieć bo ktoś zadzwonił do drzwi.
To był jej mąż Danny z 2 letnią Kate.
Właśnie wtedy dotarło do mnie że nie mogę zamieszkać z ciocią bo ma swoją rodzinę a ja byłabym ciężarem.
I gdzie ja mam teraz się podziać? Sama już nie wiem...
-Ciociu to ja już będę uciekać,już późno-Powiedziałam.
No była dopiero 18 więc zadzwoniłam do Marka.
-Eee... Hej Mark... C czy chciałbyś się gdzieś przejść?-Spytałam jąkając się.
-Samantha... zadzwoniłaś, tak gdzie jesteś? spotkajmy się przed blokiem jeśli jeszcze tam jesteś.
-ok- Powiedziałam i usiadłam przed blokiem na ławce.
Pech chciał że podeszli do mnie 3 typów...
-Hej mała... zabawimy się ?- Spytał pierwszy...
-Eee.. nie dzięki,czekam tu na kogoś...-Odpowiedziałam i odwróciłam się
- No dawaj... odprężysz się z nami,bo taka sztywna jesteś...-Powiedział trzeci i chwycił mnie za ramię.
-Nie dotykaj mnie...-Powiedziałam i odepchnełam jego rękę.
-Idziesz, i nie masz wyboru.-Powiedział drugi i zrzucił mnie z ławki.
Kim oni są? Czego odemnie chcą?
Zaczełam krzyczeć, w porę pojawił się Mark.
Mark odepchnął jednego, a trzeciego uderzył w twarz...
-Jeszcze się spotkamy laleczko... A ty.. masz problem koleś- Powiedział drugi i uciekli.
Serce mi waliło jak szalone. Gdyby nie Mark...
-Nic ci nie jest? -Spytał Mark i podniósł mnie z ziemi.
-Nie wszystko w porządku-Odpowiedziałam
-Nie powinien ci kazać tu czekać... Przepraszam cię-Powiedział i przytulił mnie do siebie.
-Mark... w porządku, to nie twoja wina.-Odpowiedziałam i zaczełam płakać.
Całą tą sytuację widziała ciocia i wezwała policję... Niestety za późno...
____________________________________________________________
No i kolejny rozdział napisany ;)
Jak wam się podobał?
Piszcie komentarze bo to motywuje ;)
Pozdrawiam ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 5

"Nie poddawaj się z powodu przeszkód,to one powinny dodać ci ,motywacji "

Obudziły mnie promienie słońca, zapowiadała się piękna pogoda.
Leżałam sobie jeszcze 3 minutki,póki nie spojrzałam na zegarek...
Boże ! przecież już poniedziałek! jestem spóźniona do szkoły.
Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam,potykając się o kapcie do łazienki.
Następnie zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie..
Nie wierzę...moim oczom ukazał się stół na którym były kanapki,kakao i płatki...
Czy to dla mnie?
Gdy już wyciągałam rękę by wziąć kanapkę za sobą usłyszałam za sobą męski głos...
Wystraszyłam się i kanapkę którą trzymałam w ręcę zrzuciłam na ziemię i odwróciłam się...
-To nie dla ciebie-Powiedział mężczyzna a gdy się odwróciłam...To był Miquel.
-Aha spoko rozumiem...-Powiedziałam i podeszłam do lodówki
Gdy ją otworzyłam... nie było nic,nawet masła!
Co to ma znaczyć? On będzie sobie robić "królewskie" śniadanie a ja będę głodować?
Nie mogłam tak wiecznie milczeć,w końcu się odezwałam...
-Tu nic nie ma w lodówce-powiedziałam najpierw spokojnie,on odwrócił się z tym swoim uśmieszkiem .
- To idź do sklepu,i jak możesz kup mi jajka i colę-zaczął się śmiać i odwrócił się by posprzątać...
Hę..? chciał mnie wkurzyć? Brawo udało mu się.
Stłukłam talerz z jajecznicą i wyszłam z trzaskiem.
Czemu nie może być tak jak kiedyś?
Gdy byłam tylko Ja,mama i tata...
Często zadaję sobię takie pytania...
Postanowiłam zadzwonić do Clare...
Jest moją ciocią, tylko ona mnie rozumie...Jest dla mnie jak przyjaciółka no nawet więcej...siostrą .
Mimo że ma już 29 lat jest dla mnie najbliższą osobą która mnie rozumie...
Opowiedziałam jej o wszystkim...
O rozwodzie rodziców,o Marku oraz o tym że Miquel wkurzył mnie z rana.
Gdy już tak rozmawialiśmy, nasuneła mi się pewna myśl...
-Ciociu mam pytanie.. Nie mogłabym u ciebie zamieszkać? albo chociaż te 3 dni..Proszę
-Wiesz... pewnie tylko to zależy od twojej mamy-Odpowiedziała
-Pewnie by nic nie zauważyła-odpowiedziałam...
- Nie wiem kochanie,zobaczymy a może byś dziś do mnie wpadła to pogadamy o tym?
 -Pewnie,na pewno wpadnę
No oby się zgodziła...
Dobrze się składa,bo ja mieszkam na Manhattanie a ciocia w Brooklynie.
-Dobrze ciociu to ja niestety muszę kończyć,bo jestem bardzoo spóźniona do szkoły..-Odpowiedziałam i wyłączyłam komórkę.
Fajnie by było gdybym mogła tam zamieszkać.
Zeznam w sądzie by ciocie Clare do dostała do mnie prawa opieki nademną .
O nie.. rozwód już za 4 dni...  No cóż jakoś to będzie..
Gdy weszłam do szkoły była przerwa, a ja nie umiem się znaleźć w tej szkole..
Za duża jest,zbyt wiele klas.
Gdy już odnalazłam tę klasę, wpadł na mnie jakiś chłopak i zrzucił
moje rzeczy...
Nie widziałam go tu jeszcze.
-Jak łazisz?-spytałam
-Bardzo cię przepraszam..-odpowiedział
Weszłam do klasy,a na moim miejscu siedziała ta dziewczyna która wpadła na mnie w tym sklepie...
Nie no nie wierze,czemu jej wcześniej nie poznałam... To Jest Martha..
Nie nawiedziła mnie a ja jej...
Być może to ona mi wrzuciła te kolczyki...
Gdy już usiadłam zaczeła się ze mnie naśmiewać ze swoimi koleżankami...
Wkurzyłam się .I już miałam wstać, lecz wszedł nauczyciel.
Zaczęły rzucać we mnie papierami i...
Jedyne słowa które mi utkwiły w uszach to.. "Ona jest ćpunką i puszcza się na lewo i prawo ..."
Nie wytrzymałam nie mogłam już znieść tego obgadywania ,wstałam i uderzyłam ją z całej siły w twarz...
Spadła z krzesła i uderzyła się głową o ścianę...
Teraz to mam kłopoty...
________________________________________________________
No i już piąty rozdział ;) Mam nadzieję że wam się podoba.
Nie pisałam już z chyba 3 dni... bo nie miałam weny.
Bardzo dziękuję za 7 komentarzy w poprzednim rozdziale.
Teraz też komentujcie bo to motywuje mnie do działania ;)
Pozdrawiam



piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 4

Postanowiłam spotkać się z Markiem,
Co mi tam? Jednak byłam już spóźniona o jakieś półtora godziny.
Szybko przebrałam się w sukienkę,buty na koturnie i jakieś tak dodatki i zrobiłam lekki makijaż.

No może wyglądałam okropnie,bo to nie w moim stylu.
Mam nadzieję że Mark mi wybaczy spóźnienie...No o ile jeszcze tam będzie.
Wyszłam z domu i poczułam wspaniałe powietrze, dobrze że w końcu ruszyłam się z domu.
Podążałam do miejsca gdzie miałam się spotkać z Markiem.
Po kilku minutach byłam na miejscu.
Z daleka widziałam Marka,który stał z dużym bukietem róż. Zastanawiałam się jak długo tu stał... godzina,dwie? W pewnym momencie mnie zobaczył i podszedł .

-Samantha,cieszę się że przyszłaś,Proszę to dla ciebie. -Powiedział,uśmiechnął się i wręczył róże.
-Oh...Mark,nie trzeba było,dziękuję i bardzo przepraszam cię za to że musiałeś czekać -Odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech,chodź robię to rzadko.
 -Pięknie wyglądasz-powiedział a ja nieco się zaczerwieniłam.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć więc odpowiedziałam tylko "dziękuje".
-To jak? gotowa? Możemy iść?-Spytał Mark
-Mhm... możemy iść -Odpowiedziałam
Najpierw poszliśmy do kina na świetną komedię romantyczną,a później zaprosił mnie do restauracji.
Gdy weszliśmy do środka,zatkało mnie, lokal był pusty, wspaniale ustrojony.
Stół był ustrojony kwiatami,na nim stały 3 świece, i biały obrus.
Gdy zasiedliśmy do stołu a muzycy zaczęli grać wspaniały utwór
(http://www.youtube.com/watch?v=xhYz4_-wp0I) .
Muzyka była piękna,a klimat wspaniały. Czy to randka?
W końcu musiałam się odezwać.

-Wow Mark,nie wiedziałam że zabierzesz mnie do tak wspaniałej i drogiej restauracji - i uśmiechnęłam się.
-Cieszę się że ci się podoba. To miała być niespodzianka-odpowiedział i uśmiechnął się.-może opowiedziałabyś coś o sobie?
-hmm.. a co byś chciał wiedzieć-spytałam
Długo zastanawiałam się co odpowiedzieć o sobie.Bo co ja niby miałam powiedzieć o swoim beznadziejnym życiu?
-eee...pochodzę z Francji,tydzień temu wprowadziłam się do Nowego Jorku z Mamą bo znalazła tu świetną pracę,noo i raczej tyle , twoja kolej.-odparłam
Mark uśmiechnął się.
-Pochodzę z Nowego Jorku, mieszkam na Wall Street i mam 18 lat.Gdy miałem lat 12 moi rodzice zginęli w katastrofie lotniczej,wychowała mnie babcia,która zmarła 2 tygodnie temu. Teraz mieszkam sam. Moim hobby jest gra na gitarze. Hobby te odziedziczyłem po ojcu. Gdy gram, wiem że ojciec jest ze mną,że prowadzi moją rękę i pokazuje jak ustawiać chwyty. Bardzo tęsknię za nim każdego dnia .Był dla mnie wszystkim.Teraz chodzę do szkoły na Brooklynie a w przyszłości chcę iść na medycynę lub prawo.
Chciałbym  być taki jak mój ojciec.

Po tak długiej wypowiedzi zamilkł. Nie wiedziałam że przeżył tak straszną tragedię jak utrata rodziców. Gdy to wszystko opowiadał, chciało mi się płakać,nie wiedziałam co odpowiedzieć. On właściwie opowiedział swoje życie,a ja tylko 2 zdania. Nie wiedziałam co powiedzieć.

-Mark bardzo mi przykro z powodu rodziców.-po długiej chwili odpowiedziałam.
Świetnie mi się z nim rozmawia...no gdybym jeszcze coś mówiła.
Milczeliśmy przez jakieś 5 minut. Niestety ciszę przerwała moja komórka. Ciekawe kto dzwoni.
-Przepraszam Mark,muszę odebrać- powiedziałam. Mark kiwnął głową a ja wstałam od stołu i poszłam do toalety.
-Hallo?
-Gdzie ty jesteś? ty wiesz która już godzina?
Tak to była moja matka...cóż się stało że zaczęła nagle dzwonić?
-Mamo będę za 20 minut w domu.-Odpowiedziałam i wróciłam do Marka.
-Mark,ja już muszę lecieć-powiedziałam,ubrałam torebkę.
-Poczekaj, odprowadzę cię do domu,bo jest już ciemno.
Po 30 minutach byliśmy już przed moim domem.
Mark Uśmiechnął się

-Dobranoc  Samantho. Bardzo miło spędziłem z tobą czas.Jeszcze raz dziękuję że przyszłaś. No to do zobaczenia mam nadzieję-powiedział,cmoknął mnie w policzek i odszedł.
Wow... było cudownie. Nie żałuję że przyszłam,warto było.
Nie wiem dlaczego...ale zaczęłam coś czuć do Marka takie dziwne uczucie jak by mnie zaczął pociągać... hmm...no nie wiem być może się zakochałam...
________________________________________________________________
Proszę bardzo oto 4 rozdział. Mam nadzieję że się podoba .Może trochę długi ale miałam trochę weny
Rozdziały staram się dodawać dziennie.
Proszę chociaż o 1 komentarz bo to motywuje mnie do dalszego działania ;)




czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 3

Wstałam jakoś o 8:40.Na szczęście była sobota. Prawie całą noc zastanawiałam się czy iść z Markiem.
Niestety nie zdecydowałam się. Z pierwszej strony w ogóle go nie znam a z drugiej nie wiem czy chciałabym go poznać. No zobaczę później.
Poszłam do łazienki trochę się ogarnąć . Ubrałam się w moją ulubioną bluzkę,zeszłam na dół i puściłam sobie muzykę Eminema "Till Collapse. Kocham ją ,mogę ją słuchać godzinami..W trakcie słuchania zrobiłam sobię śniadanie.W domu nie było nikogo.
Pewnie mama poszła gdzieś z tym Miquelem.
Ja już postanowiłam się nie wtrącać w życie mamy,niech robi co chce.
Za tydzień rozwód rodziców,a ja nie wiem z kim chce zamieszkać. 
Z mamą na pewno nie chcę, a z tata nie koniecznie chciał się ze mną kontaktować.
Dzwonił tylko do mnie na urodziny,Boże Narodzenie albo po prostu jak coś chciał.
Nie interesował własną córką,zresztą jak wszyscy. Jedyną osobą która tak bardzo interesowała się mną była moja ciocia Julie, no i oczywiście Shuise. Zastanawiałam się czy nie zamieszkać z ciocią. No ale po co się nad tym już zastanawiać? jest jeszcze tydzień.
Postanowiłam pograć sobie na konsoli. 
W trakcie gdy już miałam przejść do kolejnego levela przyszedł sms,był on od Marka a treść brzmiała.
"Dzień dobry ;) Mam nadzieję że cię nie obudziłem. To jak? poszłabyś ze mną do tego kina? Jeśli tak to spotkajmy się o 12:00 w Central Parku. Mark .
Po odczytaniu smsa odłożyłam telefon i grałam  dalej.                  


                                                               **Mark**
Nie odpisuje... Mam nadzieję że przyjdzie . Będę czekać na nią tak długo aż zajdzie słońce. Dlaczego wybrałem Central Park? 
Ponieważ tam ją spotkałem.
Widziałem że była smutna,zagubiona i przygnębiona.
Jednak było coś w niej dobrego.
Chciałbym ją poznać bliżej,zależy mi na tym aby mi zaufała. 
O .. Już jest ta godzina,muszę się przygotować na spotkanie z Samanthą.
Czy przyjdzie? Nie wiem...
_________________________________________________________
Nie wiem dlaczego,ale nie za bardzo jestem zadowolona z tego rozdziału. Mam nadzieję że wam się spodobał chodź troszkę.
No ale zostawiam go do oceny.
Piszcie komentarze to bardzo motywuje do dalszej pracy.
Pozdrawiam

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 2.



-Mamo...jak długo zamierzasz okłamywać tatę?-spytałam
-Córciu,ale tata już wie,w przyszłym tygodniu składam pozew o rozwód-odpowiedziała mama
Co? Albo jestem zbyt zmęczona albo źle słyszę... Rozwód? Mam już dość.
Nie odpowiadając mamie poszłam do pokoju.
Już miałam dzwonić do Shiusi, lecz przyszedł sms. Tak był on od Marka,a treść brzmała:
"Dobranoc słodkich snów Samantho,i tak wiem że nie odpiszesz".
Hmm...długo wahałam się by odpisać aż w końcu odpisałam "Dobranoc".
Poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Gdy wyszłam po jakiejś godzince na wyświetlaczu telefonu były 2 nieodebrane wiadomości.
Jedna była od Marka i brzmiała "Ooo... a jednak odpisałaś ;) : Cieszę się. Może chciałabyś się jutro wybrać ze mną do kina? ;)" 
Hmm... do kina chętnie ale z Markiem?
Sama miałam mieszane uczucia co do niego,odpisałam tylko "Nie wiem zobaczymy jutro"
A drugi sms był od Shiusi "Sami,co z tobą? dzwoniłam do ciebie 6 razy nie odbierałaś.Martwię się o ciebie. Zadzwoń."
Ach... cieszę się że mam taką wspaniałą przyjaciółkę. Nikt nie martwi się się o mnie jak ona.
Postanowiłam do niej zadzwonić. Rozmowa trwała 3 godziny. A w tym czasie opowiedziałam jej jak poznałam Marca, o rozwodzie mamy ...oraz o tym że zaprasza mnie do kina...
-Sami... dopiero co go poznałaś,skąd wiesz że nie chce cię wykorzystać i rzucić jak przedmiot?
-Wiem pomyślałam o tym,ale może dam mu szansę i pójdę z nim do tego kina.
-No nie wiem kochanie,czy to dobry pomysł-Odparła Shiusi.
-Pójdę i zobaczę jak będzie , a teraz muszę już kończyć ,bo jestem zmęczona.
-Dobrze ja też już muszę kończyć, wiedz że cię kocha.Pomyśl nad swoją decyzją. Papatki
No i się rozłączyła.
No nie wiem... nie za dobrze znam Marka,a co jeżeli Shiusi ma rację?
Sama już nie wiem czy iść czy nie.Zobaczę jutro.
------------------------------------------------------------------------------------
No i 2 rozdział gotowy. Dziękuję wam za komentarze.Jak widzicie im więcej komentarzy tym szybciej dodaje kolejne rozdziały.
Mam nadzieje że ten rozdział wam się spodobał ;)
No  ale pozostawiam go wam do oceny.
Komentujcie ;) 
Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje ;)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 1

Nie mogłam się otrząsnąć po rannych wydarzeniach. Jestem tu dopiero tydzień a już zaczyna się wszystko chrzanić. W Nowym Jorku było ciepło a nawet gorąco.Szłam do parku i usiadłam na ławce.
Nie chciało mi się  iść do szkoły. Włączyłam sobie muzykę i tak siedziałam z godzinkę.
W drodze powrotnej wstąpiłam do swojego ulubionego sklepu.Wpadła na mnie jakaś dziewczyna,która natychmiast zaczęła się na mnie wydzierać "Jak chodze" itp. Zignorowałam ją i poszłam do kasy.Kupiłam sobie śliczną bluzkę ,oraz naszyjnik.



I wychodziłam ze sklepu,lecz za mną zaczął dzwonić alarm.
Hmm... dziwne nic nie ukradłam. Podeszli do mnie 2 ochroniarze
 -Proszę pokazać mi swoją torbę-Powiedział jeden z nich.
-Proszę bardzo i tak nic nie znajdziecie-Odpowiedziałam i podałam im swoją torbę. Jednak bardzo się myliłam. Znaleźli u mnie kolczyki. Skąd one się wzieły w mojej torbie?
-Pójdzie pani z nami-odpowiedział.
-ALE TO JAKIEŚ NIEPOROZUMIENIE ,NIC NIE UKRADŁAM -Zaczęłam krzyczeć.
Boże,jaki obciach,cały sklep się na mnie gapił.
W pewnym momencie do ochroniarzy podszedł jakiś wysoki,wysportowany i nawet przystojny chłopak.
Coś tam mówił ochroniarzom a po chwili mnie wypuścili.
Czemu ochrona się zlitowała? co im powiedział ten chłopak? i kim on był ?
Gdy wyszłam ze sklepu on tam stał.
Nie wachałam się ani chwili aby do niego podejśc. Musiałam to wyjaśnić !
-Kim ty jesteś? Po co mi pomogłeś? sama bym sobie dała radę-powiedziałam do niego
-Nazywam się Mark.I wydziałem jak dajesz sobie radę -odpowiedział i uśmiechnął się.
Jego uśmiech był ładny,a oczy błękitne,aż się w nich zat... Boze co ja mówię? przecież go nawet nie znam.
-Bez problemu- powiedziałam-a tak wogóle to lecę. Nie gadam z obcymi -odparłam i juz miałam odejść gdy chwycił mnie za rękę.
-A może by tak słowo "dziękuje" ? a tak wogóle to ja się przedstawiłem ;)-Odparł i znów się uśmiechnął.
-Ok to ja mam na imię Samantha i dziękuję za pomoc,mimo że bym sobie poradziła-powiedziałam po czym się uśmiechnełam.
-Może chciałabyś się przejść Samantho? -spytał.
Czy ja wiem,a w sumie czemu nie ?
- Chętnie.-Odpowiedziałam.
I razem poszliśmy gdzieś nad staw i spędziliśmy tam piękny czas.
O 20:40 wróciłam do domu i niestety zobaczyłam mamę i jej kochanka...
Dzień był piękny jednak nie mam ochoty wracać do domu. Ciekawe dlaczego?
 --------------------------------------------------------------------------------------
Noo dzisiaj miałam trochę weny i już 1 rozdział napisany , Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał ;)
Proszę o chociaż 1 komentarza. Bardzo mnie to wtedy motywuje do dalszej pracy ;)